ognista czerwień swego animuszu złotych skarg dywany kieszeń pełna swoistego pluszu ciałem od ziemi dziś oderwany
boskość przenika pełne kształty odwaga majaczy w ciemności kąta od chwili tej pewny jest i zwarty nie może usiedzieć, myślami się krząta
od dziś dnia po wieków wieki przez morza głąb i mroki nieba on- niedościgniony, nieoceniony, wielki z nerwów zębami słonecznik sieka
to czas by podnieść się i stać by lęki zgnieść złośliwie jak papierek by dzielnie przezwyciężać strach- -pomyślał Kalosz Benek Szkielet
*** od dziś Kalosz Benek Szkielet zastępuje schorowanego, niekreatywnego, sędziwego, zmęczonego Habakóka. swoje przeszedł. Kalosz Benek Szkielet nadszedł. nie pytajcie.
to wszystko za oknem: żółte słońce niebieskie niebo ognie płonące wyschnięte drzewo zielona trawa niemrawe pole ptaków zabawa to wszystko nie moje
to wszystko w środku: mała szkatułka wielka szafa zegar- kukułka żarówka niemrawa fotel bujany w drzwiach wielkie dziury plakatów dwie ściany to wszystko bzdury
mój będzie kot co wchodzi na płot i nazwę go Alabama
*** a mój pies zawsze zostanie moim psem! ot, niewielkie co!
zamilcz i weź łyk herbaty będzie rzeź strzał z armaty
będzie krew masa zwłok śmierci zew trumny mrok
_______________
"zabiłeś? zabiłem! zabiłeś? zabiłem! zabiłeś? zabiłem! nawet się nie zamyśliłem"
***
czekam na pomysły jak skutecznie wyładować złość? pisanie pseudomrocznych bzdur nie działa.
habakóku wdzięczny! gdzieś mi się podział? w którą stronę, w którąś się krainę udał? czyś ty nad wszytki nieba wysoko wzniesiony? i tam w liczbę aniołków małych policzony? czyliś do raju wzięty? czyliś na szczęśliwe wyspy zaprowadzony? czy cie przez teskliwe charon jeziora wiezie i napawa zdrojem niepomnym, że ty nie wiesz nic o płaczu mojem?