Link 02.05.2006 :: 00:36 Komentuj (1)

A wiec wszystkie Panie moje drogie. Teraz to ja panuje nad tym swiatem : ). Ashsushhs...

 

Zaczniemy moze, od tego ze sie poinformuje, iz jestem druga polowa wrednej wlascicielki tego ownloga, wrednej bo ukrywala go przedemna....  I, że ta pierwsza polowa zrobila sobie urlop 10 dniowy i pozostawila druga polowe na pastwe losu, to ta druga polowa, mianowicie ja postanowila spelnic zycznie pierwszej polowy, mianowicie mojego kochanie i napisac refleksje na temat mojej samotnosci. Teraz napomne o Tym, ze przyzwyczajenie do bliskosci mojego kochanie tak mnie od niego uzaleznilo, ze jak z narkotykami otrzaslem sie po 3 dniach i dopiero do mnie dotarlo, ze jestem sam.

 
Bo wlasnie tak jest ze brakuje mi Pauli jak narkotyku. Miota mna na wszystkie strony, nie wiem co z soba począc. Jestesmy ze Szczecina, obok mamy Gryfino - tam wlasnie 1-3 maja odbywaja sie koncerty z okazji ilos lecia tego miasta. Dzisiaj o godz. 18:30 mialo zagrac : Pogodno i O.S.T.R. a potem HEY. Umówiłem się z kumplem krzyskiem na wyszysnkiego o 15. W czasie dojazdu do wyszynskiego okazalo sie, ze dziewczyna krzyska nie jedzie. Wiec jedziemy sami do zdroi B. Tam kupujemy bilety na pks. Dochodzi do nas konrad i idziemy na przystanek. Spoznilismy sie 1 min... Nastepny autobus przyjezdza za poltora godziny... Poszlismi jesc pic i takie tam. Wracamy. Czekamy jeszcze na przystanku z 70 innymmi osobami. Wiadomo bylo ze wszyscy sie nie zmiescimy... Upragniony autobus przyjezdza i sie nie zatrzymuje. 70 wscieklych ludzi nie wie co z soba zrobic. Jedziemy spowrotem na wyszynskiego, z tamtad na piechte na dworzec. Nastepny pociag do gryfina o 17:40 ( za kolejna godzine ). Nie jedziemy . W gryfinie bedziemy o 18:30, zanim dojdziemy i takie tam to bedzie polowa koncertu i zaraz bedzie trzeba wracac bo kazdy znas w domu ma byc o 22 okolo. Z dworca poszlismy do MC donalda... Tam najpierw takie zestawy:

Ja: 2x cheseburger i shake,

Krzysiek: 1x cheese burege i shake,

Konrad: big mac i frytki i fanta z lodem

 

potem doszlismy do wniosku ze jestesmy nadal glodni...

Ja: 1 x chesbyrger

krzysiek 1x chesbyrger

konrad: 1x chesbyrger

Nadal jestesmy glodni...

ja 3/4 chesburger

konrad 1 cherburger

krzysiek 1 i 1/4 chersburger...

C

Chce nam sie pic... Konrad zaczal sie bawic lodem i zycac na wszystkie strony. Ej krzysiek lec do pani Kasi i wez kup kubek lodu...

Krzysiek przychodzi z fanta, bez fanty z samym lodem...

 

Zjedlismy lod i zaczelismy sie nim rzucac...

 

 

Idziemy do Galaxy...

 

W galaxy do Geanta.

 

Kupujemy 10x paczki za 4.99 zł? Nie... Kupilismy power energy drinki... Za 2,15... Kazdt po jednym...

 

Wracamy do domu... Rozeszlismy sie... Dojechalem tramwajem na przystanek autobusowy ktory jest 1000 m od domu, kawalek ale czeba sie przesiasc... Dzwoni do mnie justyna( nie mogla z nami jechac na koncert) . Czesc, wiesz co jestem przed twoim domem, gdzie jestes? No zaraz obok domu, wsiade w autobus i bede. No dobrze to pa. Pogadalismy sobie do domy jej babci. Wreszcie wracam do domu. Jest godzina 8...

 

Juz prawie dom, 100 m tylko.. Spotykam dawida... mojego ymm... natarczywego mlodszego sasiada... Streszczam mu dokladnie co robilem dzisiaj ( mniej wiecej tyle mowienia co napisalem powyzej ) . Doszedlem do upragnionego domu...

 

Jestem zmeczony. Jest pozno. Wszystkich prosze o komentarz. Do zobaczania. Przepraszam za wszystkie bledy i niezrozumialosci...

 druga polowa - chwilowy wlasciciel ownloga...
 

 

Link 03.05.2006 :: 13:36 Komentuj (4)

Byłem na basenie...

 

bo w wodzie też wystąpił
nagły ciebie brak
 

Link 08.05.2006 :: 15:56 Komentuj (8)

witam wszystkich spowrotem. paryz to wspaniale miasto. bez dwoch zdan, ewidentnie i definitywnie gdybym tylko mogla zostala bym tam i juz nie wracala. najbardziej niesamowici sa ludzie. sa tak przemili i sympatyczni, ze trudno by mi to bylo sobie wyobrazic gdyby mi to ktos opowiedzial. bez porownania do chamskich Polakow. w ogole nie powinno sie porownywac paryza do szczecina, zapyzialego miasteczka, ktorego mieszkancy mysla ze sa fajni, bo maja galaxy. bleh. chociaz milo sie zdziwilam, bo przed wyjazdem nie bylo az tak zielono. moje ulubione drzewko obrosly ladne kwiatki i zielone listki. milo. wyjatkowo milo.

dziekuje, kochanie, za notki :) :*

Link 14.05.2006 :: 17:08 Komentuj (1)

czuje awersje do mego widoku z okna. nigdy nie zastanawialam sie dlaczego kazdy widzi ten sam kolor tak samo. dlaczego kazdy slyszy tak samo jakis dzwiek. dlaczego kazdy czuje tak samo jakis smak, a jednak odczucia ma inne. strasznie skomplikowany jest mozg czlowieka. no i ... wszyscy widzimy swiat wlasciwie tak samo, a jednak kazde z nas ma inne zdanie, inne przekonania, inne wierzenia i pytania. ale czy to jest niezwykle, o ile w ogole JEST ;) ?

 

Link 15.05.2006 :: 19:04 Komentuj (2)

no fakt. zycie to sztuka wyborow. wyborow, ktorych nie lubie. coprawda wybory urozmaicaja nam zycie i choc na chwile przerywaja monotonie plynaca ciurkiem kazdego dnia. od rana do wieczora. od rana do wieczora, codziennie mam wrazenie, ze dzien, ktory sie konczy byl taki sam jak poprzedni, i jeszcze poprzedni. a jak przychodza zmiany to czasem trudno nam je dostrzec. i jak przychodzi wybor, to trudno nam podjac wlasciwa decyzje, co wybrac. czy zostac przy monotonii czy zrobic krok do przodu i wybrac cos nowego, co pojawilo sie w naszym zyciu. cos, lub kogos, to zalezy od sytuacji...

moje zycie nie powinno byc monotonne i nudne. nie powinno mi sie zdawac kazdego dnia, ze poprzedni dzien powtarza sie po raz kolejny. a jednak takie odnosze wrazenie. to chyba cos jest nie tak. nie wiem czy ze mna, czy moze z kims innym. w kazdym badz razie monotonia mojego zycia jest dziwna. zwykle zmudne dni plyna. tocza sie chociaz dzien za dniem. a moj czas jakby stoi w miejscu czekajac na krok. czekajac na zmiane. zwykly gest, zwyczajny ruch, jedno slowo mogloby popchnac wskazowki na moim zegarku. ale jemu sie nie spieszy.

moze czasem rzeczywiscie trzeba cos zburzyc, zeby na nowo zaczac budowac...? moze inaczej nie da sie przemowic do niektorych osob... moze tak, a moze nie. w kazdym badz razie boli byc zepchnieta na dalszy plan. stac tak blisko, ale byc zaslonieta tlumem innych, ciekawszych ludzi.

Link 16.05.2006 :: 19:22 Komentuj (3)

przepraszam cie, kochanie ! zle to ujelam, zle zrozumiales, zle napisalam, zle myslalam, wszystko robie zle. przepraszam. tak latwo w nerwach i w uniesieniu napisac glupie puste slowa na blogu, tak trudno mowic wprost o tym co wazne. przepraszam. ja tak bym tylko chciala byc ci potrzebna, zebys nigdy o mnie nie zapominal, i zebys nie bal sie okazywac ani milosc ani zlosci wobec mnie. zebys byl ze mna szczery, i nawet jesli ta sczerosc ma mnie zabolec, wole to od ciebie uslyszec. wole rozmawiac z toba. nawet jesli to mialaby byc klotnia, wole sie klocic i krzyczec  niz milczec. i wole zebys mnie przytulil niz patrzyl na mnie smutnym wzrokiem, ktorego nie mozemy oboje zniesc.

kocham cie ! :*

Link 21.05.2006 :: 12:59 Komentuj (8)

siedzac przed ekranem szarego komputera, obok szyby okna, za ktorym rozpetala sie ulewa i burza z piorunami, upajam sie saczacym sie z wolna szczesciem. no bo czego chciec wiecej? nawet wczoraj piotrus przekonal mnie, ze w sumie miec pole rzepaku za oknem (podczas gdy ma sie alergie na rzepak) to nic strasznego. fakt, ze rownie dobrze moglam miec za szyba okno sasiada. a nie mam. to stosunkowo milo. i nawet deszcz przestal byc taki straszny i upiorny. to rowniez stosunkowo milo z jego strony. i doszlam do wniosku, ze ksenofobia wcale nie istnieje. ksenogobia jest tylko stereotypem, ktory nikogo nie dotyczy. tylko wykluczam z mojej teorii niemcow. ale to tez nie do konca o to chodzi. no bo strach przed obcymi, to wcale nie chodzi o cale narody, tylko o pojedynczych ludzi. i juz. ksenofobia to tylko stereotypowa fobia. ot, co. kocham to pole rzepaku za oknem. i nawet pozerajace mnie kwiatki z tapety nie sa takie straszne. i nozyczki nie sa juz skierowane ostrzem do mnie. wszystko mozna polubic, nie?

Link 24.05.2006 :: 22:11 Komentuj (8)

neofita. zagial mnie dzis tym slowem pewien kolega. w sumie to nie dzis. ale zagial. no i wiecie kto to jest neofita? nie? no coz. to sobie sprawdzcie. www.google.pl prosze bardzo.

na co komu kalosze? no powiedzcie mi. na co komu potrzebne sa kalosze? bo ja nie wiem. moze jestem niedoinformowana. coprawda kiedy bylam mala dziewczynka, to miala pare zielonych kaloszy. moja kolezanka mila czerwone. i wyczekiwalysmy deszczu zebysmy mogly zalozyc kalosze i pochlapac glupie dziewczyny skaczac w kaluze. bo tamte gllupie dziewczyny nie mialy kaloszy. i bylysmy fajniejsze. a potem puszczalysmy listki i patrzylysmy ktory lisktek pierwszy doplynie do drugiego brzegu. bo tam kolo przedszkola byly zawsze takie glebokie dziury w chodzniku i sie robily wieeelkie kaluze. wiec w sumie zle sformulowalam pytanie. na co komu dorosslemu kalosze sa potrzebne? ktos mi powie? ale blagam, cos procz odpowiedzi: zeby mogl lowic ryby na bagnach.

dzieki z gory. w sumie to z dolu, alemniejsza o to. ((((::))))






[Księga gości]

2009: 1 2008: 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2007: 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2006: 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3



Layout by Komercyjna dla Layout4you
Pictures from Deviantart Pattern from Maru